Evan’s Remains – Recenzja

Krótka indie gierka i krótka recenzja. Serdecznie polecam wszystkim fanom wyciskaczy łez. Gra w całości stworzona przez jedną osobę – Matiasa Schmieda.

Evan’s remains to amatorska, niskobudżetowa gra indie, która początkowo przykuła moją uwagę przepięknym pixel arte. Książki nie powinno się oceniać po okładce, wiadomo, ale nie było dużo informacji w sieci na temat gry, a wszystkie, które były unikały jak ognia rozmowy o fabule. I choć przyznam, że pixelowe platformówki indie zaczynają już dla mnie nieco trącić myszką, to nie żałuję, że przekonałem się aby ruszyć pozostałości Evana.

Gramy Dysis, dziewczyną legitymującą się fałszywym imieniem Vanille. Trafiamy na bezludną wyspę w poszukiwaniu Evana, zaginionego chłopca, geniusza. Vanille pracuje dla rządowej megakorporacji i jest wyjątkowo prostą, szczerą dziewczyną. W swojej podróży po wyspie okazuje się, że ta nosi pozostałości starożytnej cywilizacji. I wcale nie jest taka bezludna. I to tyle, co mogę wam powiedzieć o fabule, bo obowiązuje mnie embargo, a poza tym jest to druga najfajniejsza rzecz w tej grze i nie mam zamiaru jej spoilować. Twórcy ewidentnie inspirowali się japońskimi visual novel, więc widzimy twarze i ekspresje rozmówców w zbliżeniu. Jedyne co wam jeszcze powiem… Nie wszystko jest takie, jakie się wydaje. Do samego końca nie możecie być pewni czegokolwiek. Zwrotów akcji jest sporo, wystarczająco aby odbiorcy zrobić papkę z mózgu. No tak, ale to jest druga najfajniejsza rzecz, a jaka jest pierwsza? Zagadki.

Zasadniczo to rozgrywka jest prostoliniowa. Rozwiązujemy zagadki w formie monolitów na wyspie, gdzie musimy skakać po platformach, które znikają gdy tylko z nich zejdziemy. Nie ma za to żadnej kary, po prostu robimy zagadkę od nowa. Są też specjalne platformy, które mogą wysuwać jedne powierzchnie chowając inne. Wszystko kręci się wokół tego, czy wiemy kiedy z czego i gdzie przeskoczyć aby przejść na drugą stronę. Gra ma też opcję dla dziennikarzy growych, aby pominąć zagadkę, z którą mamy problemy. Poziom trudności nigdy nie jest zbyt wysoki, nie miałem zbyt dużych problemów z żadną zagadką. Mimo to  rozwiązania są zawsze satysfakcjonujące, bo każda kolejna wprowadza nowe rozwiązania i sprytnie uczy gracza, jak one działają. Design poziomów jest prima sort. Nagrodą za ukończoną zagadkę jest popchnięcie fabuły do przodu. Wchodzimy też coraz bardziej w głąb wyspy i podziwiamy coraz to nowe otoczenia.

Gra jest krótka, skończyłem ją w dwa wieczorne posiedzenia, choć mógłbym pewnie w jedno dłuższe. Co z niej wyciągniemy? Porównam to tak. Pamiętacie To The Moon? No, to Evan’s Remains fabularnie podobnie odciśnie na naszych sercach piętno. A może nawet bardziej. Ma szansę na to, aby stać się podobnym indie klasykiem i pewnie będzie za jakiś czas gościć w humble bundle, bo tytuł robi wrażenie. Będzie kosztować około 7 dolarów, czyli pewnie 25 złotych, i jest to rozsądna cena. Do kupienia już 11 czerwca na Steam, Windows Store, Xbox One, PS4 i Nintendo Switch.

Gra dostarczona przez wydawcę Whitethorn Digital.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: